Czy w Opolu straszy? O duchach miasta!

Co roku, pod koniec października, jak Polska długa i szeroka na każdym kroku „straszą” złowrogie dynie i upiory. Dla nas to okazja do przypomnienia, w jakich miejscach Opola możemy spotkać duchy i mary. I to nie tylko 31 października!

Opole jako miasto mostów musi mieć swojego ducha, który strzeże przeprawy przez Odrę. I tak właśnie jest w przypadku Mostu Piastowskiego. Legenda mówi, że nocą na moście można spotkać płaczące dziecko. Co ciekawe, takie dziecko spotyka się tylko w noc poprzedzającą tragiczne wydarzenia w naszym mieście. Myślicie, że to tylko wymysł współczesnych? Nic bardziej mylnego! O duchach na moście wspominają świadkowie w procesie Jerzego Koblicka oskarżonego o wywołanie najstraszniejszego w historii Oppeln pożaru, mającego miejsce 28 sierpnia 1615 roku. Dwóch z nich miało w noc 27 sierpnia 1615 spotkać zanoszące się płaczem dziecko, zagradzające im przejście w stronę miasta. O podobnym zdarzeniu mieli wspominać świadkowie w 1736 roku. Wtedy to płaczące dzieci miały zwiastować nadejście straszliwej powodzi, która doprowadziła do klęski głodu.

Równie przerażająca jest legenda o czarnym psie, który miał straszyć opolan na dawnym Przedmieściu Gosławickim. Nieopodal bramy Gosławickiej (okolice skrzyżowania ulicy Osmańczyka i Sienkiewicza) powstała gospoda, która była pierwszym przystankiem na trasie wielu wędrowców przybywających do miasta. To tutaj mogli dostać nocleg czy napoić konie. Także tutaj można było przeczekać noc do otwarcia wraz ze wschodem słońca bram do miasta. Niestety częste wojny powodowały, że z czasem przedmieście opustoszało, a karczma została zamknięta. Pech chciał, że w trakcie kolejnej wojennej zawieruchy do miasta wybrał się pewien rzemieślnik. Nie zdążył on dotrzeć do Opola przed zmierzchem. Zastał wyludnione przedmieście i zamkniętą bramę miejską. Mimo zimna zmuszony był spędzić noc pod gołym niebem. Mroźna noc okazała się zabójcza dla wymęczonego długą podróżą organizmu. Wędrowiec w swoich ostatnich słowach przeklął mieszkańców Opola! Gdy po wielu dniach, po zakończeniu wojny, mieszkańcy zaczęli powracać do swoich domów, zauważyli zmiany w okolicy. Wieczorami słychać było ludzkie jęki i wycie psów. Zwierzęta nie chciały wychodzić ze swoich zagród, a domowe psy kuliły się po kątach. Mieszkańcy postanowili tuż przy karczmie ustawić kapliczkę, która miała odgonić demona. Udało się. Nie straszył on już mieszkańców, jednak odbierał zmysły tym, którzy odważyli się wejść do opuszczonej karczmy. A tuż obok, każdej nocy, gdy zegar na ratuszowej wieży wybija północ, w miejscu dawnej bramy pojawia się wielki czarny pies ziejący ogniem, któremu oczy świecą niczym latarnie!

Po wielu latach zdecydowano się przenieść kapliczkę i dziś stoi ona nieco schowana, przy ulicy Osmańczyka, przy pięknym budynku technikum. Co ciekawe taką samą postać wielkiego psa można spotkać przy kapliczce w Gosławicach (ulica Wiejska).

Kaplica, jak i sąsiadująca z nią szkoła, została wybudowana na terenie dawnego cmentarza. Okoliczni mieszkańcy podobno spotykali w pobliżu tych budynków dużego czarnego psa lub… ogromną białą gęś! To śmierć w postaci gęsi miała zwiastować swoje nadejście. Który z gospodarzy zauważył ją w okolicy swojego domu, mógł być pewien, że niedługo zabierze ona jednego z domowników...

Równie wielu problemów nastręczały duchy, które miały odwiedzać domy mieszkańców Zaodrza, a wszystko przez miejsce straceń, które zlokalizowano poza murami miejskimi w okolicy skrzyżowania dzisiejszych ulic Spychalskiego i Placu Piłsudskiego. To tutaj (a nie w Rynku) wykonywano wyroki. W Opolu karę śmierci wykonywano za pomocą ustawionej na postumencie szubienicy. Według relacji świadków bywali nieszczęśnicy, którzy konali przez wiele minut! W tych tragicznych okolicznościach szybko pojawiły się historie o duchach, które odwiedzają okoliczne domy i starają się uprzykrzyć życie mieszkańcom. Szczególnie miały we znaki dawać się tym, którzy lubowali się w oglądaniu publicznych egzekucji! Takie osoby miały widywać w swoich domach tajemniczych gości, którzy zachowywali się jak członkowie rodzin. Wiele osób traciło też rozum lub tonęło w Odrze… By odgonić złe duchy, w narożnej kamienicy, która dziś stoi w tym miejscu, ulokowano kamienny krzyż, który dawniej znajdował się w kościele Św. Krzyża.

Nasze miasto jest pełne legend i upiorów. Mówią one także o utopcach porywających dzieci nad brzegiem Odry, o starcu, którego można spotkać na Moście Katedralnym czy duchu, który mieszkał na Zamku Piastowskim. Każda ta historia powoduje ciarki na ciele. Jednak czy dziś spacerując po naszym mieście możemy spotkać ziejącego ogniem psa? I czy mieszkając na Zaodrzu nie narażamy się na wizytę duchów? Kto wie!

Więcej legend o opolskich duchach znajdziesz w artykule "5 najciekawszych legend o Opolu".

TEKST: Grzegorz Bogdoł
fot.[Cristoforo/fotopolska.eu]