5 najciekawszych legend o Opolu

Każde miasto ma swoje tajemnice. Można by nawet rzec, że to właśnie w tych tajemnicach, zapisanych na kartach historii, skryte są najciekawsze wydarzenia, które od lat fascynują kolejnych mieszkańców. Nie inaczej jest w Opolu. Mały gród nad Odrą do czerwoności rozgrzewały dyskusje o nieporadnej gosposi, która rozpętała tragiczny pożar czy dwóch nienawidzących się rodzinach. Dziś jednak przedstawimy wam 5 najciekawszych legend, których głównym bohaterem jest właśnie Opole!

1. Legenda o zjawie w prochowni
Była dawniej w Opolu stara baszta – przez lata wykorzystywana jako prochownia. Znajdowała się gdzieś w okolicach ul.Rzemieślniczej, po sąsiedzku gimnazjum pełnego gwarnych uczniów. To właśnie oni są bohaterami tej legendy. Pewnego razu, w trakcie przerwy, doszło do sprzeczki pomiędzy dwoma uczniami. Bogaty i zarozumiały uczeń porwał z głowy biednego rówieśnika czapkę, wrzucając ją bez zawahania się, do wnętrza opuszczonej prochowni. Nieszczęsny młodzieniec, przerażony wizją powrotu do domu bez fragmentu garderoby postanowił ją odzyskać. Pełen obaw zszedł do piwnicy starej baszty, gdzie ku swojemu przerażeniu spotkał nieznaą przygarbioną istotę. Nieznajomy po poznaniu przyczyn tych niespodziewanych odwiedzin wręczył chłopcu czapkę, a także nakazał mu zebrać do niej walające się po ziemi liście. Ostrzegł go także, że wychodząc z piwnicy pod żadnym pozorem, nie może spojrzeć za siebie. W innym wypadku czeka go rychła śmierć! Pomimo odgłosów wołania nie obrócił się i pobiegł do klasy. Po lekcjach, chcąc pozbyć się liści z czapki, dostrzegł, że nie są to stare i uschnięte śmieci, a… liście z prawdziwego złota! Gdy wieść o znalezisku rozeszła się po mieście, ten sam bogaty chłopiec postanowił także zejść do podziemia w poszukiwaniu złota. Podobno spotkał tam tą samą zgarbioną postać, podobno także nabrał liści… Podobno, ponieważ nigdy już z podziemi nie wrócił.

2. Legenda o czarnym psie.
Ulica Osmańczyka pełna jest legend. Kolejna, równie przerażająca jest legenda o czarnym psie, który miał straszyć opolan na dawnym Przedmieściu Gosławickim. Nieopodal bramy Gosławickiej (okolice skrzyżowania ulicy Osmańczyka i Sienkiewicza) powstała gospoda — pierwszy przystanek na trasie wielu wędrowców przybywających do miasta. To tutaj mogli dostać nocleg czy napoić konie. Także tutaj można było przeczekać noc do otwarcia wraz ze wschodem słońca bram miasta. Niestety częste wojny powodowały, że z czasem przedmieście opustoszało, a karczma została zamknięta. Pech chciał, że w trakcie kolejnej wojennej zawieruchy do miasta wybrał się pewien rzemieślnik. Nie zdążył on dotrzeć do Opola przed zmierzchem. Zastał wyludnione przedmieście i zamkniętą bramę miejską. Mimo zimna zmuszony był spędzić noc pod gołym niebem. Mroźna noc okazała się zabójcza dla wymęczonego długą podróżą organizmu. Wędrowiec w swoich ostatnich słowach przeklął mieszkańców Opola! Gdy po wielu dniach mieszkańcy zaczęli powracać do swoich domów, zauważyli zmiany w okolicy. Wieczorami słychać było ludzkie jęki i wycie psów. Zwierzęta nie chciały wychodzić ze swoich zagród, a domowe psy kuliły się po kątach. Mieszkańcy postanowili tuż przy karczmie ustawić kapliczkę, która miała odgonić demona. Udało się. Nie straszył on już mieszkańców, jednak odbierał zmysły tym, którzy odważyli się wejść do opuszczonej karczmy. Każdej nocy, gdy zegar na ratuszowej wieży wybija północ, w miejscu dawnej bramy pojawia się wielki czarny pies ziejący ogniem, któremu oczy świecą niczym latarnie! Po wielu latach zdecydowano się przenieść kapliczkę i dziś stoi ona nieco schowana, przy ulicy Osmańczyka, tuż przy pięknym budynku technikum.

3. Legenda o córce Utopca.
Legenda ta jest niezwykle popularna na całym Śląsku. Można ją było usłyszeć także w Opolu. A było to tak… W Odrze, gdzieś niedaleko Opola mieszkał Utopiec. Krył on się przed światem. Miał ów Utopiec dwie piękne córki. Młode piękności marzyły o życiu wśród ludzi. Pewnego dnia postanowiły wybrać się na zabawę do opolskiej karczmy. Ojciec, po długich namowach, zgodził się pod jednym warunkiem. Cokolwiek by się nie działo musiały wrócić, nim zegar na wieży ratuszowej wybije północ. Obie przystały na ten warunek. Zabawa w karczmie na Przedmieściu Bytomskim była przednia! Dziewczyny pilnowały jednak by wrócić do domu o czasie. Obawiały się reakcji ojca. Piękne, nieznajome wzbudziły ogromne zainteresowanie. Każdy mężczyzna chciał z nimi zatańczyć. Gdy w przerwie od harców na parkiecie spytały o godzinę, jeden z otaczających ich kawalerów przyznał, że dopiero zbliża się godzina 23. Mając jeszcze czas, ruszyły w tany. Wtem do karczmy wleciał odgłos wybijanej na wieży ratuszowej północy. Dziewczyny zamarły w przerażeniu. Czym prędzej wybiegły z zabawy i ile sił w nogach gnały w stronę Odry. Biegł za nimi także jeden z kawalerów, który nie rozumiał skąd taka reakcja. Gdy cała trójka dobiegła nad brzeg rzeki, gdzie mieszkał Utopiec, córki zwróciły się ku młodzieńcowi. Przyznały, że są córkami Utopca, wyznały także że złamały daną obietnicę. Poprosiły, by poczekał na brzegu, jeżeli rzeka zmieni kolor – niech wie, że już nigdy nie wrócą do miasta. Tylko gdy obie zniknęły w ciemnych wodach Odry, miasto przeszył grzmot. Z czasem woda w Odrze zaczęła zmieniać kolor. W stronę miasta popłynęła czerwona niczym lawa kałuża krwi…

4. Legenda o białej gęsi.
Czarny pies nawiedzał nie tylko mieszkańców centrum. Nastręczał on także wielu problemów mieszkańcom Gosławic. Najczęściej można go było spotkać przy niewielkiej kapliczce tuż przy dzisiejszej ul.Wiejskiej. Kaplica, jak i sąsiadująca z nią szkoła, została wybudowana na terenie dawnego cmentarza. Okoliczni mieszkańcy podobno spotykali w pobliżu tych budynków dużego czarnego psa lub… ogromną białą gęś! Jak mówi legenda, to śmierć w postaci gęsi miała zwiastować swoje nadejście. Który z gospodarzy zauważył ją w okolicy swojego domu, mógł być pewien, że niedługo zabierze ona jednego z domowników...

5. Legenda o księżnej Ofce
Księżna Ofka przewija się w wielu podaniach historycznych. Mieszkańcy Opola zawdzięczają jej m.in. fundację pierwszego publicznego szpitala. Jest z nią związana także pewna legenda. Ofka jako niezwykle atrakcyjna panna mogła liczyć na uczucie wielu kawalerów. Niestety żaden z nich nie skradł jej serca. Dopiero poznany przypadkiem książę Jan Dobry zdołał zdobyć klucz do serca wybrednej panienki. Młodzi zaręczyli się, a swój huczny ślub zaplanowali tuż po Nocy Świętojańskiej. Niestety młodym nie było dane zatańczyć na weselu. Z niewyjaśnionych przyczyn Ofka zerwała zaręczyny. By symbolicznie zakończyć związek, rzuciła zaręczynowy pierścień z Wieży Piastowskiej. Ten zniknął w ciemnych zakamarkach piwnic i nie został już odnaleziony. Książę wpadł w taką złość, że kazał zamknąć Ofkę w piwnicach zamku. Sam nie spojrzał już nigdy na inną kobietę, a więc nie pozostawił też potomka, który mógłby przejąć władanie. Od tej pory, co roku w Noc Świętojańską pod Wieżą Piastowską można spotkać białą damę, ducha księżnej Ofki, która poszukuje wyrzuconego pierścienia…

A jak było naprawdę? Tego pewnie nie wie nikt. Wiele źródeł historycznych podaje zgoła inną i znacznie prostszą wersję tej historii. Książę Jan Dobry miał być po prostu… impotentem. Według legendy, jeżeli pewnej nocy ktoś odnajdzie zagubiony pierścień, nigdy nie będziecie chorować, będzie znał odpowiedź na każde pytanie, a jego kieszenie wypełnią się złotem.