Skąd w Opolu wzięła się ruska ambasada?

Dawniej bez problemu każdy opolanin lokalizował Hankę, Dolarowca czy Akwarium. Za każdą z tych nazw stoi historia, miejska legenda, która przez kolejne lata przekazywana była wśród mieszkańców. Tym razem postanowiliśmy wsłuchać się w te historie i dowiedzieć się m.in. skąd w Opolu wzięła się „ruska ambasada”? 

Zaczniemy jednak od najpopularniejszej nazwy wśród opolskich budynków  tzw. „Hanki”. Taki sympatyczny przydomek zyskał wieżowiec mieszkalny przy dzisiejszym Placu Piłsudskiego. Nazwa jest o tyle łatwa do wytłumaczenia, że poprzednią patronką placu (do 1991 roku) była Hanka Sawicka. Była to polska działaczka komunistyczna, zamordowana w 1943 roku na Pawiaku. Od jej imienia swoją nazwę wzięła klubokawiarnia "Hanka", która znajdowała się właśnie w parterze wspomnianego budynku. Miejsce było tak popularne, że szybko cały blok zyskał miano "Hanki" i do dziś nazwa ta jest używana wśród wielu mieszkańców Opola.


Na skrzyżowaniu ul.Grunwaldzkiej i Matejki, w cieniu drzew odnajdziemy kolejnego bohatera miejskiej legendy – „Dolarowca”. Budynek o charakterystycznej, prostej bryle, z piętrowymi mieszkaniami w czasach komunistycznych był jednym z najbardziej luksusowych w mieście. Jego nieoficjalna nazwa nawiązywała do waluty za jaką, podobno, najłatwiej można było kupić w nim mieszkanie. 

I wreszcie trzeci (chociaż nie ostatni) wymieniony we wstępie budynek. Warto zaznaczyć, że spotkaliśmy się, z nazywaniem także tego budynku – dolarowcem. Jednak zdecydowanie popularniejsza, a wręcz kultowa nazwa dla wielkiego bloku przy ulicy Kościuszki to „Akwarium”. Młodszym mieszkańcom może kojarzyć się z pewnym rozrywkom miejscem na Starym Mieście. Nic bardziej mylnego! Nazwa bierze się ze złośliwego określenia pierwszych mieszkańców tego obiektu. Otóż plotka miejska głosi, że tylko osoby wysoko postawione, urzędnicy czy osoby z półświatka, tzw. „grube ryby” mogły liczyć na mieszkanie w nowoczesnym wieżowcu. W tej sytuacji nazwanie takiego budynku akwarium jest oczywiste i nieco złośliwe.


Jeszcze bardziej złośliwa okazała się nazwa kolejnego bohatera dzisiejszego wpisu. Niewielki blok mieszkalny przy ul.Nysy Łużyckiej, w gwarze taksówkarzy i milicjantów, którzy podobno często musieli tam interweniować, zyskał pieszczotliwy przydomek „ruska ambasada”. A wszystko dlatego, że budynek wybudowany w latach 50. stał się domem dla wielu nowych mieszkańców Opola, którzy przyjechali na „ziemie odzyskane” właśnie z dawnych wschodnich terenów Rzeczpospolitej.

Kilkadziesiąt metrów dalej możemy natknąć się na kolejną ciekawą nazwę – „Fortepian”. I nie chodzi wcale o grający instrument, a o budynek przy tzw. Rondzie. Dwa wysokie bloki, połączone ze sobą pawilonem handlowym swoją nazwę, podobnie jak „ruska ambasada”, zawdzięczają mieszkańcom, z myślą, o których je budowano. Był to obiekt powstały dla pracowników sąsiedniego aresztu śledczego, czyli dla tzw. klawiszy. Idąc tym tropem, ktoś kiedyś wpadł na nazwę „Fortepian” i tak już zostało do dziś…

Na koniec, powróćmy jeszcze na Plac Piłsudskiego. To tutaj w sąsiedztwie "Hanki" znajduje się ostatni interesujący nas budynek. „Mister”, to wybudowany w 1963 roku blok mieszkalny autorstwa Stanisława Torca. Prosta, modernistyczna sylwetka wzbudzała zachwyt wśród mieszkańców Opola, stąd prasa szybko okrzyknęła go „Misterem Zaodrza”. Od tej pory opolanie spotykali się pod „Misterem”.


TEKST: Grzegorz Bogdoł