Pod kafelkami: sklep - legenda

Pamiętam jeszcze z czasów studenckich, jak pewien sklep przy ul.Krakowskiej ratował nie jedną imprezę w godzinach nocnych, kiedy zabrakło tego i owego. Zawsze otwarty, w centrum miasta, a do zakupionego trunku uprzejma pani sprzedawczyni chciała dorzucić kubeczki jednorazowe, by nie pić „z gwinta”. Ostatnio, przeglądając Facebooka, napotkałam na wiadomość, że ów sklep ma zostać zamknięty. Łezka zakręciła się w oku. Stąd też pomysł na artykuł. Znacie historię tej niepozornej, ale uroczej kamienicy?

Budynek mieści się na rogu dzisiejszej ulicy Zwierzynieckiej i Krakowskiej. Sama kamienica pochodzi prawdopodobnie z XIX wieku, sugerować to mogą na wąskie okna i stalowe zdobienia, które dostrzeżemy na historycznych fotografiach. Na starych mapach Opola widnieje w tym miejscu siedziba kowala Kopeckiego. W latach 30. XX wieku przeprowadzono renowację kamienicy, nadając jej modernistycznego wyglądu, w tym nową charakterystyczną elewację z kafelkami (stąd nazwa „dom pod kafelkami”), a na dachu umieszczających sporych rozmiarów literę W.

Gdybyśmy cofnęli się do Opola z lat 30., w sklepie ugościłby nas sam właściciel kamienicy, pan Fritz Wotzka (stąd litera W!), mistrz rzeźnictwa, który prowadził sklep mięsno-wędliniarski z wyrobami najlepszej jakości. Wśród mieszkańców Oppeln dało się usłyszeć, że na zakupy „chodziło się do Wotzki”. Wszystko zmienił rok 1939. Wybuchła wojna, na front wysłany został także właściciel sklepu — pan Wotzka… Niestety, nigdy już do domu i swojego sklepu nie wrócił. Przez cały okres wojny, do 1945 roku, sklep prowadzony był przez jego żonę.

Z naszych poprzednich artykułów wiecie (link tutaj i tutaj), że sporą część okolicznych budynków spalono podczas wojny. Kamienica z literą W była jedynym obiektem w okolicy, który został nienaruszony. Po 1945 roku, do nietkniętej przez ogień kamienicy przybyła pewna niezwykle przedsiębiorcza pani z Warszawy. Sklep mięsny znów tętnił życiem. Warszawianka, określana później przez Opolan mianem „królowej smalcu” sprzedawała mięso ubitych własnoręcznie świń. Niebawem, sklep został uspołeczniony, a „królowa” wróciła do Warszawy. Mimo to, mieszkańcy Opola, czy to z przyzwyczajenia, czy z szacunku do pierwotnego właściciela, nadal udawali się na zakupy „do Wotzki”.

Sklep, wyróżniający się dzisiaj czerwoną markizą i dużym, również czerwonym napisem „wędliny” stał się kultowym miejscem na mapie Opola. Niestety całkiem niedawno, obecni właściciele sklepu, państwo Mariola i Dawid Gancarek opublikowali następującą wiadomość (pisownia oryginalna): „Zamykamy sklep pod kafelkami u Wotzki 30 września 2018r. Dziękujemy że byliście z nami, Wspominajcie nas dobrze. W końcu byliśmy i będziemy historią Opola”.

Możecie być pewni, że będziemy wspominać, będziemy pamiętać. O historię należy dbać zawsze.

TEKST: Justyna Kraus
FOT.[polska-org.pl]