Historia opolskiego socrealizmu

Socrealizm – wielki nieobecny w opolskiej architekturze. Styl przez jednych znienawidzony, przez drugich do dziś podziwiany, a przez partyjnych dygnitarzy narzucony. W Opolu nie odnajdziemy zbyt wielu dzieł architektury socrealistycznej. Kierunku, który zapoczątkowany został w 1934 roku, oczywiście w Związku Radzieckim, a który po II wojnie światowej stał się oficjalnym stylem w architekturze bloku wschodniego. 

Pierwotne założenia socrealizmu to ukazanie poprzez wszelaką sztukę potęgi państwa. Dotyczyło to nie tylko budownictwa, ale także malarstwa, rzeźby, filmu, a nawet muzyki! Estetyka budynków została odsunięta na dalszy plan. Miało być dużo i jeszcze więcej! Dlatego też budynki te cechują się monumentalnością, często wręcz karykaturalnym przeskalowaniem, a przede wszystkim wszelkiego rodzaju attykami, kolumnadami, pilastrami i innymi ozdobami. W Polsce sztandarowym przykładem jest oczywiście Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. W Opolu taki przykład stanowi dawny dom partii. 

fot.[A.Śmietański/OzS]
Gmach powstał w 1954 roku w trakcie powojennej odbudowy ulicy Ozimskiej. Od tej pory aleja ta miała stać się główną arterią odbudowywanego miasta, a przede wszystkim stolicy nowego województwa! Ulica Ozimska została poszerzona, stała się częścią trasy W-Z. Dzięki swojemu przebiegowi (brak zakrętów) miała służyć jako miejsce idealne dla wszelkiego rodzaju defilad, które można byłoby podziwiać prosto z siedziby KW PZPR. Otoczenie ulicy także uległo zmianom. Od wojny na dzisiejszym placu Teatralnym (wówczas Plac Lenina) funkcjonowało prowizoryczne targowisko. Nie pasowało ono jednak do wizji nowego centrum Opola, dlatego zostało przeniesione na Plac Kopernika (wówczas Plac Armii Czerwonej) i tam zadomowiło się na wiele lat. Pomysły na okolice gmachu partii zbierano w formie konkursów architektonicznych. To właśnie w trakcie jednego z nich powstała wizja budowy reprezentacyjnego gmachu teatru, domu towarowego i wieżowców mieszkalnych. W planach był także kolejny wieżowiec, mieszczący hotel, jednak tej części planu nie udało się nigdy zrealizować. 

Wracając do siedziby partii. Klasycznie pałacowa, a przy tym monumentalna budowla wyróżniała się spośród dotychczasowej zabudowy miasta. Z czasem jednak nawet tak duży budynek stał się dla ówczesnej władzy za mały. W latach ’60 przeprowadzono rozbudowę, dodając z tyłu jedno skrzydło. Dzięki temu nie zniszczono charakterystycznej fasady obiektu. Co ciekawe jego autorem rozbudowy jest sam Florian Jesionowski. Architekt znany w Opolu z zaprojektowania amfiteatru czy przystanku przy Placu Wolności. 

Iglica z domem partii w tle.
fot.[ze zbiorów P.Nijakowski]
Przez pewien czas Opole miało także swój Pałac Kultury i Nauki. Wybudowany w 1953 zdobił Plac Lenina do 1956 roku. Była to oczywiście makieta budowanego w stolicy wieżowca. 11 metrowa budowla stanowiła atrakcję dla mieszkańców, którzy chętnie się przy niej fotografowali. W tym samym czasie, w jego sąsiedztwie znajdował się pomnik poświęcony Józefowi Stalinowi. Był to jego portret umieszczony w ozdobnej ramie, podniesiony na postumencie. Zarówno po prawej jak i po lewej stronie wybudowano prowizoryczną kolumnadę, a między poszczególnymi kolumnami rozwieszono portrety m.in. Bieruta i Lenina oraz plakaty propagandowe. W 1962 roku naprzeciwko tzw. Białego domu ustawiono "Pomnik na cześć Polskiej Partii Robotniczej” ów prezent od mieszkańców Opola został także zaprojektowany przez F.Jesionowskiego. Była to wysoka iglica otoczona małym zbiornikiem z wodą wybudowana z okazji obchodów XX rocznicy powstania PPR. Iglice upodobali sobie szczególnie młodsi opolanie, którzy lubili się na nią wspinać. Niestety nowoczesna iglica niespecjalnie przypadła do gustu partyjnym prominentom, którzy musieli podziwiać ją z okien siedziby partii, dlatego szybko została zlikwidowana i zastąpiona nową rzeźbą. Pegazem autorstwa Mariana Nowaka. Jednak i ta rzeźba nie spodobała się, głównie ze względu na zbyt „zachodnią” formę. W związku z tym została przeniesiona na osiedle Chabrów by tam przez lata zarastać w krzakach, a plac pozostał pusty. 

Dziś gdy okolice teatru czekają na remont, a socrealistyczny gmach regularnie zasłaniany jest szmatami reklamowymi (zwanymi też banerami) ciężko może być dostrzec jak ważne były to miejsca. Zupełnie nowe, budowane od podstaw, a przede wszystkim z niespotykaną na dzisiejszą skalę starannością o efekt końcowy. Dzisiejsze biura urbanistyki mogłyby się wiele nauczyć jak tworzyć spójną zabudowę i jak tworzyć miejsca reprezentacyjne dla miasta. Dla miasta wojewódzkiego, dla miasta festiwalowego, dla miasta pełnego zakochanych w nim mieszkańców!

TEKST: Grzegorz Bogdoł