Nałogi przedwojennego Opola.

Każde miasto posiada oblicze przepełnione ludzką krzywdą, krwią, czasem mocną wonią taniego alkoholu. Zazwyczaj skrzętnie ukrywany przed światem margines pozostaje tajemnicą, o której się nie mówi. Ciemna strona miasta potrafi jednak fascynować, nawet mimo upływu lat. Dziś zabierzemy was w podróż po zakamarkach Opola, których z pewnością nie chcielibyście odwiedzić po zmroku.

Jedną z najbardziej napiętnowanych dzielnic Opola było… Zaodrze. Położone tuż za murami miejskimi stało się miejscem zesłania dla wszystkich, którzy nie byli mile widoczni w mieście. Przestępcy, pijacy, prostytutki, ludzie chorzy i ubodzy. Na niewielkiej przestrzeni łączyło się wiele światów to też nie dziwne, że często iskrzyło. Niech o opinii mieszkańców świadczy fakt, jak wielkie wzburzenie wywołała decyzja z początków XIX wieku o ulokowaniu tu cmentarza komunalnego. Zdaniem opolan pochówki na Zaodrzu uwłaczały zmarłym... Jeden z najbardziej znanych mieszkańców opolskiego Zaodrza — Szymon Koszyk mówił o swojej dzielnicy - "Tigerviertel" ("Dzielnica tygrysów"). To nawiązanie do krewkich pijaczków, którzy lubowali się w awanturach i bójkach. Miano najgorszej z najgorszych otrzymała ulica Neumannsgasse (obecnie ulica Niedurnego). To tam miały zbierać się okoliczne "tygrysy"...

Chociaż centrum miasta było uważane, za znacznie bezpieczniejsze niż dzielnice peryferyjne to także tutaj nie brakowało ekscesów. W latach po I wojnie światowej opolska policja notowała nawet ponad 200 wybryków pijackich rocznie. Większość z nich miała miejsce w bliskim sąsiedztwie wyszynków czy restauracji. A tych w Opolu nie brakowało. Piwo w mieście lało się szerokim strumieniem. Na samym Rynku znajdowało się 6 wyszynków, w którym można było zasmakować złocistego trunku. Jednym z ciekawszych efektów działania piwa może być awantura, do jakiej doszło w 1909 roku na Małym Rynku. Goście znajdującej się tam gospody postanowili urządzić sobie amatorski koncert chóralny, który zakończony został nie gromkimi brawami, a potężną bijatyką pomiędzy kilkudziesięcioma pijanymi mężczyznami. Niestety w Opolu odnotowywano także zgony po alkoholu. Jedną z najbardziej tragicznych wiadomości jest ta z lipca 1911 roku. Pijany robotnik wyrzucił przez okno swoje niedawno narodzone dziecko, które w wyniku tego czynu poniosło śmierć.

Władze miasta były świadome problemu, jakim był alkohol. W Opolu działały 3 poradnie alkoholowe, w których mieszkańcy za darmo mogli zasięgnąć porady lekarskiej i wziąć udział w terapii. Dodatkowo organizowano publiczne lekcje i wystawy o życiu w abstynencji. Nie przynosiło to jednak oczekiwanych skutków. W takiej sytuacji postanowiono sięgnąć po znacznie bardziej radykalne rozwiązanie. Opolska policja otrzymało prawo do publikacji wizerunku opolan uznanych za alkoholików. Informacje o kolejnych mieszkańcach miast będących przesadnymi miłośnikami napojów wyskokowych pojawiały się w miejskiej prasie. Co ciekawe na listach zabrakło zamożnych opolan, którym także zdarzały się występki po alkoholu. Im jednak najczęściej udawało się uniknąć konsekwencji. W niektórych latach na listę hańby wpisywane były całe rodziny. Lista poza publicznym napiętnowaniem była także wykazem osób, którym nie wolno było sprzedawać alkoholu. Za złamanie tego przepisu groziły surowe kary finansowe (w wysokości nawet jednej miesięcznej pensji)! Jedynym sposobem na skreślenie z listy alkoholików było przejście pełnej terapii w jednym z miejskich ośrodków leczenia uzależnień.

Alkoholowe ekscesy mieszkańców były tematem licznych plotek. Część z nich znajdywała potwierdzenie w miejskich listach hańby, część krążyła wyłącznie pomiędzy mieszkańcami. Jedno jest pewne. Mieszkańcy Opola z przełomu XIX i XX wieku lubili alkohol. Raczyli się nim chętnie i często, chociaż nie zawsze dobrze się to kończyło…

TEKST: Grzegorz Bogdoł
fot.[Zameczek Odrzański na Zaodrzu/fotopolska.eu]